Ze względu na moje tendencje do odczuć, że nie realizuję swoich oczekiwań, korzystne jest dla mnie robienie podsumowań osiągnięć i niepowodzeń. Robię to co jakiś czas w kontekście biznesu, by nie popaść w pracoholizm i depresję, że nie realizuję wszystkiego, co sobie wymyślę. Zauważyłem jednak, że podsumowania pewnych okresów w życiu prywatnym i sportowym również ogromnie dużo mi dają. W tym podsumowaniu skupię się na sporcie i wszystkich projektach biznesowych, w których biorę udział – życie prywatne pozostawię dla siebie i moich najbliższych. 😉 Jeśli miałbym podsumować 2022 jednym zdaniem: najlepszy rok w moim życiu.

Sport i spełnione marzenie/cel

Wchodząc w rok 2022 miałem jeden, najważniejszy cel. Od początku swojej przygody z bieganiem marzyłem o starcie z orzełkiem na piersi. Wydawało się, że to marzenie w końcu się ziści, ze względu na uzyskaną rok wcześniej kwalifikację w stylu alpejskim. Jak pokazało jednak życie, nominację od PZLA ostatecznie otrzymałem 2 tygodnie przed imprezą docelową… ale o tym za chwilę.

Pierwsze starty

Jak co roku, przygotowując się do sezonu, startowałem w Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich, na dystansie 11,6km. Małym kamieniem milowym i celem było poprawienie rekordu trasy znakomitego biegacza górskiego Krzyśka Bodurki, który był dość wyśrubowany. I tak, w ostatnim starcie w cyklu, zrobiłem to – zegar zatrzymałem na 42:40, zaledwie 2 sekundy od poprzedniego rekordu Krzyśka! To pokazało mi, że forma idzie w dobrym kierunku.

Kolejnym kamieniem milowym były Mistrzostwa Polski w Biegach Górskich w stylu anglosaskim. Jechałem przygotowany naprawdę dobrze – to była forma życia. Cel był jeden – walka o złoto. I jak postanowiłem, tak biegłem – na zbiegu pierwszej pętli uzyskałem prowadzenie. Organizm jednak tego dnia odmówił posłuszeństwa i przy wypłaszczeniu uciekł mi Sylwek Lepiarz, a słabnącego mnie na podbiegu – Piotrek Jaśtal. Dowiozłem do mety medal brązowy.

Po tym starcie, ze względu na wskazanie dermatologa, byłem zmuszony do zrobienia krótkiej, dwutygodniowej przerwy, z powodu wycinania pieprzyka na stopie. Nic groźnego – raczej profilaktyka.

W przerwie realizowałem trening zastępczy na rowerze. Po powrocie, po zaledwie 2 tygodniach treningu, czekał mnie najdłuzszy dystans na zawodach w karierze -Beskidzki Toporek – 25km. Ze względu na przerwę oraz brak doświadczenia na takim dystansie, pobiegłem bardzo zachowawczo. Czułem się jednak świetnie, byłem wręcz zaskoczony – motywowała mnie również nagroda na premii lotnej przy schronisku na Leskowcu, czyli weekend w SPA Czarny Groń – chciałem zdobyć ją dla żony! 😀 Cały bieg ukończyłem z pobitym o 10 sekund rekordem trasy.

„Przestań zwozić do domu mi te dziwne rzeczy!” – reakcja żony. 😀

Preludium przed ME

Start w Toporku dodał mi skrzydeł. Trening szedł dobrze, czułem się wyśmienicie. Następny start był dla mnie jednak totalną głupotą – Bieg Wschodzącego Słońca na Babią Górę. Typowy vertical, start o godzinie 3:30 – klimat niesamowity! Czemu była to głupota? Ano dlatego, że noc wcześniej byliśmy na weselu, a w ciągu dnia poprzedzającego start realizowałem prezent od żony – kurs kiperski odnośnie piwa. To nie mogło skończyć się dobrze. 😀 W tym starcie skończyłem kompletnie bez mocy na drugim miejscu, za Michałem Dudczakiem.

Po tygodniu jednak przyszedł czas na start, z którego jestem najbardziej zadowolony w tym sezonie. Górski Bieg Frassatiego. Zebrała się mocna paka zawodników – Marcin Kubica, Michał Dudczak, Tomek Skupień, Mariusz Miśkiewicz. Od początku ruszyliśmy mocno, konsekwentie realizowałem swój plan i w rezultacie dobiegłem pierwszy z nowym rekordem trasy. To był naprawdę mocny bieg, wartościowy wynik, który dał mi pewność, że przed ME jest naprawdę dobrze!

Mistrzostwa Europy – spełnienie marzeń

Upragnione powołanie otrzymałem 2,5 tygodnia przed imprezą. Późno? Bardzo, chociaż postawiłem dużo na jedną kartę i trenowałem do tej imprezy już wcześniej. Miło byłoby jednak tą informację uzyskać wcześniej, szczególnie, że sami kontaktowaliśmy się z PZLA już od końca kwietnia… 😉

Radość, którą odczułem przy uzyskaniu ostatecznego potwierdzenia, że jadę reprezentować kraj była jedną z największych w życiu. Wyobraźcie sobie marzenie młodego chłopaka, na zrealizowanie którego pracował 14 lat i odczucia w momencie, w którym staje się ono rzeczywistością – tak właśnie się czułem.

Od tego momentu jeszcez bardziej uważałem na to, co jem, jak śpię i co robię. I uwaga: półtora tygodnia przed startem naderwałem mięsień dwugłowy. Nie wpadłem w panikę, szybko poddałem się leczeniu pod okiem żony, jednakże nie mogłem biegać przez 4 dni. Nie sądziłem jednak, że będzie to miało jakikolwiek wpływ na moją dyspozycję.

Wyjazd na La Palmę odbył się w skromnej, 5-osobowej grupie. Startowaliśmy w drużynie w stylu alpejskim z Piotrkiem Jaśtalem i Sylwkiem Lepiarzem, samotnie na dystansie maratonu startował Andrzej Witek, a naszym opiekunem był trener Piotrka. Po dotarciu na miejsce okazało się, że będę pełnił rolę team leadera, czytaj: odbierał pakiety, potwierdzał starty, chodził na spotkania techniczne. Oczywiście nie wiedziałem o tym wcześniej, także przybyło kilka dodatkowych obowiązków. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – jako oficjalny przedstawiciel polskiej delegacji, po swoim starcie mogłem wziąć udział w kolacji z prezesem European Athletics i innymi oficjelami – zawsze to jakaś nagroda.

Mistrzostwa Europy to było dla mnie emocjonalnie ogromne przeżycie. Ceremonia otwarcia, cały klimat – niesamowite! Stojąc na starcie nie odczuwałem stresu, tylko ogromną ekscytację. Dlatego to, co działo się później, było dla mnie przykre…

Zdecydowanie to nie był mój dzień. Od pierwszego kilometra nie czułem mocy pod nogą, grupa szybko mi uciekła, a ja biegłem sam. Starałem się jak mogłem, a w drugiej części dystansu wyprzedziłem kilku zawodników, na ostatnich dwustu metrach wbijając się do pierwszej trzydziestki – czyli mojego planu minimum. Zwyczajnie jednak poczułem sportową złość, ponieważ wiem, na co było mnie stać jeszcze niedawno… Z imprezy wyniosłem jednak cenne doświadczenie, piękne wspomnienia i głód zrobienia znacznie więcej!

Druga część sezonu

Po ME popełniłem jeden zasadniczy błąd, który spowodował zjechanie mojej dyspozycji. Z racji na to, że bezpośrednio po nich mieliśmy zaplanowany urlop na sąsiedniej wyspie, Teneryfie, nie chciałem stracić tej okazji i za wszelką cenę chciałem trenować mocno, dużo i szybko, korzystając z warunków terenowych. W pierwszym dniu, po przelocie z La Palmy na Teneryfę złapałem jednak infekcję, której oczywiście nie przeleżałem – chodziliśmy po zoo. 😃 Wysoka gorączka, katar, ogólne rozbicie – minęło po jednym dniu, jednak ja od razu rzuciłem się w wir treningów. Od tego czasu forma zaczęła stopniowo spadać. Treningi wykonywałem z ogromnym wysiłkiem, dziwiąc się, co jest nie tak. Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był zrobić wtedy przerwę, bądź wrzucić na luz…

Następnym startem były Mistrzostwa Polski w Biegach Górskich w stylu alpejskim. Totalna klapa – start, który rok wcześniej zapewnił mi awans na ME, teraz okazał się być męczarnią. Zero mocy, zero formy – skończyłem na 5. miejscu, od początku nie liczyłem się w walce o medale.

Dalej jednak mocno cisnąłem, ponieważ czekał mnie debiut w Golden Trail Series – dla tych, którzy nie siedzą w biegach górskich powiem, że jest to jeden z najbardziej prestiżowych cykli biegów na świecie. Stranda Fjord Trail Race 25km – to był najgorszy bieg w moim życiu. O ile jeszcze zacząłem naprawdę dobrze, to na 6-7km zaczęło mnie boleć kolano – więzadło rzepki. Po chwili, ze względu na zmianę biomechaniki, zaczęła boleć mnie druga stopa… Bieg był mocno techniczny, w trudnym terenie – ból nie pozwalał mi kontrolować ciała, dlatego zaliczyłem mnóstwo upadków. Najgorsze było to, że do miejsca, z którego mogły mnie zwieźć służby medyczne, miałem jeszcze 14km… Był to mój drugi bieg w całej karierze, na którym nie ukończyłem rywalizacji…

Po tym starcie wiedziałem już, że coś jest nie tak. Od razu zrobiłem badania krwi – pokazały one, że nie dzieje się dobrze. Niski poziom hemoglobiny, erytrocytów, ferrytyny – tak nie dało się trenować. Zrobiłem tydzień przerwy i wróciłem do lekkich treningów w momencie, w którym zniknął ból.

Pozostały dwa starty w sezonie. Bieg na Skrzyczne przywrócił mi wiarę w siebie. Na verticalowej trasie zmierzyłem się z Dawidem Maliną oraz Marcinem Kubicą, dobiegając na drugim miejscu za Dawidem. Osiągnąłem bardzo mocny rezultat, byłem więc pewny, że w ostatnim starcie sezonu – Biegu na Kasprowy pójdzie mi bardz dobrze. Treningi owszem, były w porządku. Krew również się poprawiła. Na starcie pokonałem jednak sam siebie – założyłem 2-letnie buty, przez które w momencie, w którym zaczął się śnieg, straciłem możliwość normalnego biegu. W rezultacie skończyłem na czwartej pozycji – załamka. W tym momencie chciałem już tylko kończyć sezon.

Tak czułem się właśnie po tym starcie. 😀

Cały sezon jednak na plus!

Sportowo oceniam ten sezon bardzo dobrze. Pomimo słabej drugiej części, w pierwszej wykonałem naprawdę mega robotę i zwieńczyłem ją spełnieniem marzenia. Dodatkowo podciągnąłem się w rankingu ITRA, gdzie uzbierałem 825pkt przy zaledwie 4 punktowanych startach, oraz w rankingu RMT, gdzie po 2022 roku zajmuję 10 pozycję w Polsce z punktacją 844. W stosunku do roku ubiegłego poprawiłem zatem swój poziom sportowy oraz utwierdziłem się w tym, że bieganie w górach to rzecz, którą naprawdę w bieganiu kocham.

Rozwój biznesowy – projekty, gabinety, szkolenia

W 2022 roku postawiłem na szlifowanie wiedzy z zakresu nauk podstawowych, diagnostyki różnicowej, ale przede wszystkim – na rozszerzenie warsztatu pracy z dzieciakami. Planem biznesowym było natomiast docieranie do większej liczby pacjentów w Krakowie oraz jedno duże przedsięwzięcie – otwarcie gabinetu w Bochni.

Szkolenia i rozwój zawodowy

2022 obfitował w bardzo ciekawe zjazdy osteopatii. Szczególnie zafascynowany byłem zjazdem z Embriologii – mega przydatna, praktyczna wiedza połączona z doświadczonym prowadzącym (Jo Buekens D.O.). Kolejnym, zasługującym na wyróżnienie był zjazd z Neurofizjologii bólu, wprowadzającym w fascynujący świat przekazywania i tworzenia sygnałów bólowych w naszym ciele, który prowadził Pascal Grolaux D.O. Niezmiernie ciekawe były także zjazdy z zakresu Integracji Osteopatycznej z Bogusławem Mazurem D.O. oraz Marcinem Szkolnickim D.O.

Naukę osteopatii w pediatrii zacząłem już dużo wcześniej. W tym temacie szczególnie polecam książkę Textbook of pediatric osteopathy. Jest to swego rodzaju biblia pracy osteopatycznej z dzieciakami, dzięki której nabędziecie wiedzy o pracy w każdej dziedzinie – ortopedii, gastroenterologii czy neurologii.

Ze szkoleń szczególnie wyróżnić mogę w tym roku dwa: Winter School w Padwie, organizowany przez instytut FM. Spotkanie z liderami nauki o powięzi, wymiana doświadczeń z terapeutami z całego świata oraz anatomia sekcyjna dały mi niesamowicie dużo w kontekście gruntowania swojej wiedzy oraz poszerzania perspektyw.

Drugim szkoleniem zasługującym na pochwałę jest Manipulacja powięzi w pediatrii prowadzona przez Jarosława Ciechomskiego D.O. Jarek nie tylko jest intruktorem FM, ale również osteopatą, a co najważniejsze – świetnym praktykiem. Ogrom wiedzy, zarówno z zakresu diagnostyki, jak i terapii jeszcze bardziej umocnił moje poczucie pewności w pracy z najmłodszymi pacjentami.

Było również szkolenie, którego nie ukończyłem – Terapia osteopatyczna w pediatrii, prowadzona przez Sarah Bailey D.O. Co do samej prowadzącej nie mam zastrzeżeń – jest świetnym specjalistą, natomiast program ofeorwany na stronie był nieco na wyrost – nie spełnił moich oczekiwań. Myślę, że kurs jest bardziej przeznaczony dla fizjoterapeutów, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności z pracą osteopatyczną niż dla osteopatów, stąd (być może) moje rozczarowanie.

Intensywnie rozwijałem również swoją wiedzę odnośnie diagnostyki różnicowej – tu polecić mogę pozycję Diagnostyka różnicowa dla fizjoterapeutów. Ze wzlędu na swoją fascynację i miłość do pracy ze sportowcami, przekopałem również setki badań naukowych na temat najnowszych doniesień w sprawie gojenia tkanek, standardów leczenia zachowawczego i operacyjnego.

Najważniejsza nauka, jak zawsze zresztą, płynęła z pracy z pacjentami. Odbyłem 1546 wizyt z pacjentami, od każdego z nich wyciągając ogrom wiedzy, doświadczenia, ciągle ucząc się komunikacji międzyludzkiej i zrozumienia, a także – co najważniejsze – pokory.

Rozwój gabinetów

Po rozpoczęciu pracy przez moją żonę w naszej placówce – Symferii w Krakowie, postanowiliśmy zdywersyfikować nasze usługi tak, by każdy z nas (oprócz wspólnej puli pacjentów bólowych) trafiał do innej grupy. I tak powstał podział:

  • Kamila zajmuje się fizjoterapią uroginekologiczną
  • Dawid zajmuje się fizjoterapią ortopedyczną i traumatologiczną
  • Ja zajmuję się osteopatią dzieci i dorosłych

Dzięki temu znacznie zwiększyliśmy liczbę pacjentów, do których dotarliśmy w Krakowie, pomimo coraz bardziej niesprzyjającego otoczenia gospodarczego i ekonomicznego.

Wykonaliśmy również duży skok rozwojowy. Po latach dojazdów w Bochni, otworzyliśmy placówkę stacjonarną – Fizjoterapia Osteopatia Tabor. Była to bardzo duża inwestycja, a ja, jako człowiek o analitycznym podejściu do rzeczywistości oraz oraz umiarkowanej skłonności do ryzyka nie ukrywam – czułem spory stres związany z tak wielkim przedsięwzięciem.

Były momenty trudne, jednak inwestycja okazała się być trafioną – już po 3 miesiącach uzyskaliśmy zwrot. Początkowo przyjmowaliśmy 3 dni w tygodniu, jednakże już w połowie roku powstała konieczność zatrudnienia kolejnego specjlisty z zakresu osteopatii. Do naszego zespołu dołączyła Sara Marcinkiewicz-Tabor, która przejęła ode mnie część obowiązków związanych z terapią dzieci i osteopatią dorosłych.

Po kolejnych 3 miesiącach po raz kolejny zacząłem zastanawiać się nad rozszerzeniem zespołu. I tak, po spotkaniu w Poznaniu, do naszego zespołu dołączyła fizjoterapeutka dziecięca z Bochni (tak, świat jest mały) – Ania Dębińska, która zajmie się fizjoterapią dzieci w Bochni. Oprócz tego tworzymy miejsce pracy dla jednej z naszych wiernych pacjentek – niesamowicie zdolnej masażystki, którą wszystkim polecam – Ani Pazdur Kozy. Cały Team w Bochni wygląda obecnie tak:

W Krakowie poszukiwania osób do zespołu idą mi nieco trudniej – jeśli więc znacie poszukującego pracy osteopatę pediatrycznego, fizjoterapeutę pediatrycznego – dajcie znać! 😀 Team w Krakowie (łącznie z drugą częścią treningową, za którą odpowiedzialny jest mój wspólnik), prezentuje się tak:

Ogólnie wzrost biznesu w tym roku był bardzo szybki, nie ustrzegłem się jednak błędów. Jako osobowość dość autorytarna i apodyktyczna mam tendencje do okazywania zbyt małej empatii w stosunku do swojego zespołu, nad czym intensywnie pracuję. Zbyt wolno podejmowałem niektóre strategiczne decyzje, co skutkowało z kolei opóźnieniami w realizacji projektów. Dodatkowo, z perspektywy czasu, zbyt nisko wyceniałem mój wysiłek oraz czas, który poświęcam na budowanie wszystkiego. Do poprawy w 2023!

Projekty: rok pod znakiem Coraz Zdrowiej

CorazZdrowiej.pl to projekt, w którym uczestniczę już niemal dwa lata. Wszystko rozpoczęło się od kursu „Kolana ze Stali”, który nagraliśmy oraz udostępniliśmy w trakcie pandemii. Od tego czasu w głowach Huberta i Wally’ego zaczęła kiełkować myśl o zbudowaniu globalnej platformy edukacyjnej oraz obsługującej gabinet dla fizjoterapeutów, osteopatów i pacjentów. I tak, od lutego 2022, projekt przybrał „cielesną” formę – ruszyliśmy! Od lutego do grudnia spędziłem na przygotowaniu, nagrywaniu, planowaniu i tworzeniu projektu ponad 50 dni. Były one bardzo intensywne, a projekt w końcu ujrzał światło dzienne: powstała platforma, która kompleksowo wyposaży gabinet każdego fizjoterapeuty i osteopaty w narzędzia do prowadzenia dokumentacji medycznej oraz zadba o edukację! A to wszystko w jednej, miesięcznej subskrybcji w konkurencyjnej cenie! Najlepszym narzędziem całej platformy jest planer terapii i ćwiczeń. Z poziomu CorazZdrowiej.pl można stworzyć plan treningowy dla pacjenta, korzystając z wygodnego narzędzia oraz bazy ćwiczeń, w której znajduje się ok. 1000 nagranych przez nas ćwiczeń! Ja w projekcie odpowiedzialny jestem za fizjoterapię i osteopatię w sporcie. Każdemu terapeucie polecam korzystanie z Coraz Zdrowiej – to całkowicie nowa jakość na rynku! Z mojej strony polecam Wam szczególnie moją ścieżkę rozwoju, gdzie znajdziecie dwa moduły szkoleń: staw kolanowy i biodrowy, a także krótsze, warsztatowe masterpillsy – wiedzę w pigułce na temat danej dolegliwości.

W ramach projektu mam również okazję rozwijać swoją markę osobistą. W tym celu powstał kanał YouTube, a w nim edukacyjny cykl: Fakty i Mity! Jest on niesamowicie potrzebny ze względu na ilość fałszywych informacji, jakie krążą w społeczeństwie na temat naszego zawodu.

W ramach Coraz Zdrowiej powstała również perełka – cykl „Spotkania na Szczycie”, gdzie przybliżamy fizjoterapię z punktu widzenia sportowców, ich fizjoterapeutów i trenerów. Cyklu posłuchacie na wszystkich platformach podcastowych, a moje spotkania z gośćmi obejrzycie na YouTube:

Powstało również wiele innych materiałów: z zakresu księgowości, psychologii, dietetyki. Wszystko po to, by fizjoterapia w Polsce wychodziła na coraz wyższy poziom #każdegodnia, a specjaliści mogli skuteczniej, bezpieczniej i szybciej pomagać swoim pacjentom, przy okazji poprawiając wizerunek zawodu i swoją sytuację materialną!

Jakość, zanagażowanie wszystkich uczestników projektu i całego teamu przerosła moje oczekiwania. Jeśli jesteś fizjoterapeutą, serdecznie zapraszam na Coraz Zdrowiej – link znajdziesz poniżej!

https://corazzdrowiej.pl/fizjoterapeuta/witaj/49f0266afb6d

Ja natomiast jestem wdzięczny każdej osobie, z którą współpracuję w Coraz Zdrowiej – founderom: Hubertowi i Wally’emu, teamowi wideoprodukcji – Kubie, Antkowi i Marii, Michałowi, który ogarnia sprawy, którymi nie miałem czasu się zająć, Oli – stojącej nad wszystkim i pilnującej porządku, Adze – mojej modelce i każdemu, kto pomógł stworzyć dotychczasowe treści i funkcjonalności!

Dodatkowo, dzięki projektowiu, poważniej zacząłem traktować media społecznościowe. Powiem jedno: okazało się, że uwielbiam tworzyć i udostępniać treści, czego nigdy bym się nie spodziewał!

Czego nauczył mnie ten rok?

Przede wszystkim tego, że pomimo najszczerszych chęci nigdy nie damy rady zaplanować naszego życia tak, aby wszystko szło po naszej myśli, a wydarzenia nieprzyjemne, bolesne, trudne mogą dotknąć każdego z nas. Dostałem potężną dawkę pokory. Rok pokazał mi również, że powinienem rozwijać jeszcze bardziej swoje umiejętności liderowania i zarządzania, a także to, że czas poświęcany najbliższym, który czasem zaniedbywałem, jest niemożliwy do odrobienia, czego skutki dopadają nas nawet z dużym opóźnieniem.

Nauczyłem się też częściej słuchać mądrzejszych ode mnie osób. Jestem niesamowicie uparty, co jednocześnie jest przekleństwem i błogosławieństwem, w relacjach jednak utrudnia często komunikację. Kolejna rzecz do poprawy!

Niezmiennie jednak podążam za swoją dewizą: „When the world says: give up, hope whispers: try it one more time” (Gdy świat mówi: „Poddaj się”, nadzieja szepcze: „Spróbuj jeszcze raz”). Marzenia, cele i plany są dla mnie największym motorem napędowym do działania i pomimo wielu kłód pod nogi, trudności i niepowodzeń, dążę do ich spełnienia. I to się nie zmieni!

Nauczyłem się też tego, że tak, jak w biznesie uczę się delegowania zadań, czas zrobić to samo z życiem sportowym. Dlatego też, po dwóch latach samotnego treningu, powierzyłem swój dalszy rozwój trenerowi Andrzejowi Orłowskiemu. Wierzę, że jego wiedza ekspercka doprowadzi mnie na wyżyny moich możliwości w sporcie. Dodatkowo podjąłem współpracę z Moniką – dietetyczką sportową, która otworzyła mi oczy na to, jak źle traktowałem swój organizm do tej pory. 😀 Serio – myśląc, że jadłem zdrowo, tak naprawdę momentami niszczyłem od środka swoje ciało!

A na koniec…

Jestem niesamowicie wdzięczny wszystkim, którzy są przy mnie. Przede wszystkim dziękuję mojej żonie: kochanej Kamili, bez której momentami popadłbym w pracoholizm, samozachwyt i inne niebezpieczne kierunki. 😀 Wspiera mnie również i popycha do realizacji marzeń, za co zawsze jestem niezmiernie wdzięczny!

Dziękuję wszystkim przyjaciołom, na których zawsze mogę liczyć w trudnych i mniej trudnych sytuacjach. Jestem wdzięczny również rodzicom, którzy od dziecka wspierają mnie w mojej drodze, niezależnie od tego, jaka by ona nie była.

Życzę Wam wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku! A co będzie działo się u mnie? O tym już niedługo!

Pamiętaj, że wszelkie przedstawione we wpisach treści są jedynie umieszczone informacyjnie, a swój stan zdrowia powinieneś skonsultować ze specjalistą! Możesz to zrobić wygodnie w Krakowie bądź w Bochni u moich specjalistów. Umówić możesz się pod numerem 660 320 525 bądź online: Umów wizytę.

W tekstach mogą znajdować się również linki afiliacyjne moich partnerów, dzięki którym mogę się rozwijać i zdobywać dodatkowe środki. 

O mnie

Jestem fizjoterapeutą, osteopatą, przedsiębiorcą i biegaczem górskim w Hoka Garmin Team. Na codzień pomagam pacjentom pozbyć się dolegliwości, rozwijam dwa gabinety oraz siebie jako sportowca. Swoją historią chcę pokazać Ci, że będąc zajętym człowiekiem można dbać o siebie i realizować pasje oraz marzenia!

Zobacz również
Wpadnij na YouTube!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *